Wyprawa po Nigrze
Poranek nad wodą
Słońce niczym czerwona piłka wyskakuje zza widnokręgu krótko po szóstej. Gliniane lepianki w centrum Ségou powoli budzą się do życia. Kopyta pierwszych osiołków wzniecają tumany kurzu. Kilka kobiet z wiadrami na głowach podąża w stronę studni, mężczyźni odziani w luźne szaty przysiedli na rogu ulicy. Widok przesłania mgiełka czerwonego pyłu, wszelkie ruchy mają zwolnione tempo. Wąskie uliczki prowadzą ku widocznej w oddali rzece. Jej brzeg to zupełnie inny świat, pełen barw i życia.
Wody Nigru rozlewają się na szerokość kilku kilometrów. Rześki, silny wiatr pędzi zupełnie spore fale. Pirogi, które uwijają się po wodzie, nieraz zupełnie giną między ich grzbietami. Te wąskie czółna, sklecone z trzech desek, wypełnione są mocno ponad granice rozsądku - wielopokoleniowa rodzina, sterta arbuzów, pęki trzciny i wiele sporych sprzętów gospodarskich to zupełnie przeciętny ładunek. Chociaż burta takiego „okrętu” wystaje nieraz jedynie wiele centymetrów nad poziom wody, nikt z pasażerów nie okazuje emocji. Na krzyki i teatralne gesty jest miejsce dopiero na brzegu. Kolorowo ubrane kobiety dyskutują zawzięcie i pomagają sobie w załadowaniu na głowy misek wypełnionych warzywami. Prawie każda z nich posiada na plecach przywiązane niemowlę, często pogrążone w słodkim śnie. Towary tańczące na głowach kobiet wydają się przeczyć prawu grawitacji, maluchy przyczepione na ich plecach przybierają w znaczącej liczbie sytuacji zupełnie karkołomne pozycje. Cała ta szalona konstrukcja jest jednak zaskakująco stabilna i nie dochodzi do żadnych wypadków.
Tuż obok grupa facetów załadowuje rozklekotaną ciężarówkę rzecznym piaskiem, inni naprawiają porwane sieci. Wokół rozłożono kolorowe płachty prania. Praczki uwijające się po kolana w wodzie wzbudzają wokół białą chmurę piany. Pranie to równocześnie okazja do kąpieli. Nikomu nie przeszkadza, że tuż obok ktoś nabiera wodę najwyraźniej przeznaczoną do celów spożywczych...
Ryby...
Niger jest krwioobiegiem Mali. W państwie, którego połowę stanowi Sahara, a resztę półpustynne tereny Sahelu, woda posiada wartość złota. Nie chodzi tu jedynie o płyn do picia, ale przede wszystkim o pożywienie. Plemię Bozo zasiedlające brzegi Nigru pomiędzy Bamako a Timbuktu żyje przed wszystkim z ryb. Gliniane chatki rybaków omal dotykają wody. Zastanawiające, co dzieje się domostwami, kiedy przybierze rzeka? Zielonkawe wody Nigru oferują obfitość ryb. Prawie prawie każde zarzucenie okrągłej sieci przynosi wymierny efekt w postaci srebrnych kształtów trzepoczących się w okach siatki. Rybki mają w znaczącej liczbie sytuacji zaledwie po dziesięć centymetrów długości, ale za to jest ich dużo. W eleganckich restauracjach można wprawdzie spróbować potwora z wód Nigru - ważącego choćby kilkanaście kilogramów kapitana, ale tak wielką rybę trudno złapać w wątłe sieci rybaków Bozo. Złowione rybki są suszone w intensywnych promieniach afrykańskiego słońca. Spreparowane w ten metodę pożywienie o niezwykle specyficznym smaku i zapachu jest dla wielu Malijczyków kluczowym źródłem białka.
...i ryż
W wielu miejscach wzdłuż brzegów Nigru ciągnie się wąski pasek uprawnych poletek. Przypominające duże doniczki inspekty wykorzystują najżyźniejsze ziemie w zypełnym państwie. Uprawia się na nich przede wszystkim ryż, warzywa, a dalej od nurtu rzeki - sorgo. Gdyby całkowicie wykorzystać aluwialne gleby Nigru i jego potencjał nawadniający, nie byłoby w Mali problemów z niedożywieniem.
Możliwości, jakie oferuje dolina Nigru, doceniono już latach dwudziestych, kiedy teraźniejsze Mali stanowiło część Francuskiej Afryki Zachodniej. Francuzi powołali do życia organizację Office du Niger, mającą zajmować się nawodnieniami i rozwojem rolnictwa w dolinie Nigru. Na sam początek próbowano uprawiać orzeszki ziemne i bawełnę, ale ze względów glebowych skoncentrowano się na produkcji ryżu. Obliczano, że dolina Nigru wyżywi całą Afrykę Zachodnią, a dosłownie umożliwi eksport ryżu do Francji. Niechęć miejscowej ludności, trudności organizacyjne, a potem zamieszanie związane z upadkiem kolonii zniweczyły ambitne plany.
Office du Niger istnieje nadal, ale jego działalność nie przynosi wymiernych efektów. Tak samo, jak prace wielu organizacji międzynarodowych, powołujących specjalne projekty mające usprawnić malijskie rolnictwo. Wielkie plany kończą się z reguły klęską; przede wszystkim dlatego, że sami Malijczycy nie zauważają potrzeby jakichkolwiek przemian. Genialna znacząca większość ryżu, jaki zakupić można na malijskich targach, opakowana jest w worki z emblematami FAO, Europejskiej Akcji Charytatywnej i innych, podobnych organizacji. - Dostajemy jedzenie, więc po co uprawiać ziemię? Pytają Malijczycy. No w chwili obecnej, po co?