Targ w Birqâs

 

Kilkadziesiąt kilometrów od stolicy Egiptu, w miejscu gdzie żyzna i pełna życia Delta Nilu, będąca kluczowym spichlerzem państwie, przechodzi powoli w suche i wypalone przestrzenie Sahary, znajduje się niewielka miejscowość Birqâđ (czyt. Birkasz). W tym samym momencie za nią, tam gdzie teren zaczyna się nieznacznie wznosić, znajduje się duży, ogrodzony murem teren - to największy w Egipcie i zarazem jeden z większych w świecie arabskim targ wielbłądów (czyli po arabsku sűq al-đamâl). W poszczególnych zagrodach, na które podzielono to targowisko, jak i również na szerokich drogach przecinających cały teren, w współzależności od dnia tygodnia i pory roku, kłębi się od kilkuset do paru tysięcy różnej maści "okrętów pustyni". Prawie każdy z wielbłądów ma wymalowany na boku znak swojego właściciela , a dodatkowo spętaną przednią lewą nogę, by zbyt szybko nie mógł oddalić się od gromady, co i tak starają się uczynić te ruchliwe utworzenia. Okładane bambusowymi laskami przez kilku-, kilkunastoletnich pomocników właściciela są zmuszane do powrotu do swojej grupy, co czynią z widocznym niezadowoleniem. Poganiacze, którzy przywędrowali tutaj wraz ze swoimi stadami, pochodzą ze wszystkich zakątków Egiptu jak również również z sąsiednich państw. W ogromnej liczbie przypadków tutaj spotykane sudańskie wielbłądy, pilnowane przez ciemnoskórych mieszkańców państwie, drogę na targ pokonują w ciągu około 40 dni, przebywając ją częściowo na prywatnych nogach, częściowo zaś na kołach ciężarówek. Ponoć nierzadko docierają tu, wraz ze swoimi zwierzętami, hodowcy z odległej Somalii.

Na targu pomiędzy ryku zwierząt, nawoływań poganiaczy i każącego za wszelką cenę poszukiwać cienia upału, tak jak od wieków odbywa się rytuał kupna i sprzedaży. Cena zwierzęcia zależy nie tylko od jego kondycji, w czym wyjątkową rolę odgrywa uzębienie, lecz też od zdolności negocjacyjnych kupującego. Targowanie jest priorytetowo długie i zażarte, wszakże chodzi tu o duże pieniądze. Ceny wielbłądów zależą od wieku zwierzęcia , a dodatkowo od tego czy jest to egzemplarz wykorzystany do hodowli czy również na ubój. Wahają się one od 300 do dużo ponad 1000 dolarów. Nieodzowna przy targowaniu jest herbata, dostępna w wielu nieznacznych herbaciarniach leżących omal co krok, którą biznesmeni w sięgających ziemi dżalabijach pochłaniają w dużych ilościach. Kupujący dokładnie ogląda wielbłąda i nie raz zmusza go do posłuszeństwa mocnymi razami laski. Ażeby obniżyć cenę krytykuje jak jedynie może wypatrzone zwierzę wyszukując wszystkie jego rzeczywiste i wymyślone wady, przy okazji nie oszczędzając właścicielowi chcącemu sprzedać ten rzekomo niesłychanie tandetny bubel. Ze 100% pewnością sprzedający odpiera zarzuty zachwalając zwierzę i obrzucając kupującego inwektywami typu, że ten co najwyżej zna się na kurach a nie na wielbłądach. Oboje ponadto powołują się na całą własną rodzinę, Proroka Mahometa i samego Allaha. Pomimo, że takie targowanie w ogromnej liczbie przypadków wygląda na ostrą kłótnię, w wyniku której może w tym samym momencie dojść do rękoczynu albo walki na noże, jest to zwyczajna forma handlu. O ile adwersarze dogadają się co do ceny, to szybko przeistaczają się w najlepszych przyjaciół. O ile zaś nie dojdą do porozumienia, to udając najwyższe wzburzenie oddalają się od siebie, co bynajmniej nie znaczy, iż za jakiś czas nie będą mogli znowu powrócić do przerwanego targowania się.

Przed południem targ powoli zaczyna pustoszeć. Sprzedane wielbłądy są ładowane na auta i pomiędzy ich ryków rozdzierających powietrze, wiązane sznurami niczym bagaże. W końcu herbaciarze zamykają indywidualne kramy, kobiety i mężczyźni rozjeżdżają się do domów i plac zamiera w oczekiwaniu na kolejny, pełen wrzawy dzień.